Konkurencjo! Spotkajmy się w Bieszczadach!

Drogi kliencie – jeżeli wyślesz list przez naszą firmę, zaoszczędzisz nawet 30-40 proc. w porównaniu do cennika Poczty Polskiej – zachwalają swoje usługi rywale. Zapominają dodać, że aby oszczędzić te kilkanaście groszy, trzeba pokonać np. 100 kilometrów do najbliższego punktu operatora. Nieważne, że za benzynę zapłacę 50 zł, bo na liście będę 18 groszy do przodu.

Po co o tym dziś piszę? Ano, nawiązuję do czołówki w Dzienniku Gazecie Prawnej, która podnosi temat rzekomego powrotu monopolu Poczty i gasnącej jutrzenki swobody konkurentów.

I od razu mówię – to nie jest tak, że Poczta marzy o monopolu, by pracownicy mogli położyć nogi na stole, zapleść ręce za głową i opalać się. Nie o to chodzi – rynek pocztowy działa na zupełnie innych zasadach niż większość rynków. Na tym rynku Poczta musi a reszta – może. Oczywiście, konkurencja drze szaty, bo trudniej będzie wyrywać tłuste, biznesowe kąski z tortu, pozostawiając Kowalskiego Poczcie. Szkoda przecież zawracania głowy dla jednego listu od statystycznego szaraka. Prawdziwe pieniądze robi się przecież na dużych interesach.

Obszar zastrzeżony dla Poczty, na najlżejsze listy, jest właśnie po to, by utrzymać nierentowną sieć, tam gdzie zdaniem konkurencji diabeł mówi dobranoc i zapewnić dostęp do usług pocztowych wszystkim obywatelom, niezależnie od ich miejsca zamieszkania.

dodaj komentarz
Wpisane w Poczta w mediach, Prawo. Link bezpośredni.

14 odpowiedzi na „Konkurencjo! Spotkajmy się w Bieszczadach!

  1. hnatowy napisał/a:

    a może by tak wszystko pie…i wyjechać w Bieszczady :-)

  2. Pawel Krawczyk napisał/a:

    Panie Zbyszku,

    Niewątpliwie ma Pan rację jeśli chodzi o świadczenie usług publicznych. Ale cena to nie jedyny powód, dla którego ludzie rozpaczliwie szukają usług konkurencyjnych.

    Ja osobiście staram się unikać korzystania z usług PP nie dlatego, że są trochę droższe od np. InPost, tylko ze względu na tragiczną w mojej ocenie organizację pracy w urzędach pocztowych. Nadanie przesyłki w InPost trwa tyle co naklejenie dwóch nalepek – jedna na list, druga na potwierdzenie nadania.

    Na Poczcie długa i pełna negatywnych emocji kolejka ma okazję obserwować na żywo jak wysyłano listy w XIX wieku. Zeszyty w kratkę, tabelki rysowane linijką, długopisy, pieczątki, znaczki wytargiwane z albumu, gąbeczki do ich zwilżania itd.

    Tu nie chodzi o 18 gr, tu chodzi o pół godziny zmarnowanego czasu na stanie w tym skansenie. Dla mnie to pół godziny ma wymierną wartość.

    Czy ktoś od was słyszał w ogóle o czymś takim jak audyt procesowy, optymalizacja procesów, ergonomia czy badanie opinii klientów na temat waszych usług?

    Pewnie tak ale do osób opracowujących procedury pracy urzędów ta wiedza chyba nie dotarła. Zamiast tego klient jest w urzędach pocztowych traktowany jak – no właśnie – w urzędach. To znaczy jak petent – poczeka bo musi.

  3. Pawel Krawczyk napisał/a:

    Jeszce jeden kamyczek do ogródka – dwa lata temu postanowiłem opłacić przez Internet abonament RTV. Przyznam, że procedura jaką do tej prostej operacji – przelew na konto – wymyśliliście jest absurdalnie skomplikowana nawet na tle elektronicznych skrzynek podawczych w innych urzędach.

    Dwa listy polecone – jeden do mnie, drugi ode mnie, półtorej miesiąca oczekiwania, jakieś książeczki wpłat, jakieś hasła – i to wszystko by wykonać prosty przelew, w którym i tak są wszystkie dane abonenta.

    Gdyby ktoś szukał sposobu zniechęcenia do płacenia abonamentu to trudno o lepszy.

  4. krzyś napisał/a:

    Działacie na własną szkodę
    Przy tak biurokratycznej obsłudze klienta sami wydłużacie kolejki
    Oby gwoździem do trumny nie okazały się jeszcze te karygodne cięcia etatów na okienkach zamiast w biurach
    Idąc tą droga zakorkujecie się!
    A to polski kapitał trzeba go szanować
    a np. InPost niemiecki…
    Szkoda Poczty Polskiej :(

  5. lajkonik napisał/a:

    Standardy obsługi klientów w Poczcie Polskiej nie odbiegają od standardów w innych firmach , placówkach. Chodzi o czas obsługi o zachowanie pracowników. Co nie oznacza, że nie ma rzeczy do poprawienia…Tylko, że Poczta ma duzo placówek to w niej ogniskuje się całe spektrum społeczeństwa, to nie jest klient skierowany na jedną usługę, klient socjologicznie, rynkowo zdefiniowany. I nie przesadzałbym z tym utyskiwaniem na pocztę…Prawdziwa konkurencja dopiero się pojawi i wtedy rzeczywiście będziemy mogli sprawdzić czy list ze Stargardu Szczecińskiego do Ustrzyk Górnych będzie w tych firmach kosztował tyle samo co list z Warszawy do Poznania. Wątpię…A na razie to tylko w Poczcie nie różnicuje się ceny od ilości kilometrów i trzeba oddać Poczcie Polskiej w tym względzie szacunek.

  6. Pawel Krawczyk napisał/a:

    „Standardy obsługi klientów w Poczcie Polskiej nie odbiegają od standardów w innych firmach , placówkach”

    W mojej ocenie jednak zdecydowanie odbiegają i jest to wyłącznie wynik złego zarządzania i nieefaktywnych procesów. Opinia ta jest poparta naoczną obserwacją tego co się dzieje na poczcie oraz porównaniem z innymi instytucjami – bankami, sklepami itd. Zdecydowanie w urzędach pocztowych jest najgorzej.

    Argumentację tego typu („standardy nie odbiegają” i „po prostu jest dużo spraw”) słyszeli przez lata petenci UM w Krakowie, zwłaszcza w dziale rejestracji pojazdów – to był koszmar, z kolejkami ustawiającymi się od 5 rano. A potem w ciągu pół roku coś się pozmieniało w procedurach obsługi i nagle kolejki zniknęły, pomimo że liczba klientów wzrosła.

  7. lajkonik napisał/a:

    Zgoda tam się poprawiło, bo sam byłem petentem tegoż urzędu. Tylko, że poczta ma ponad 8200 placówek w kraju a w Krakowie ponad 80 i trudno generalizować.Są placówki lepsze i gorsze ale naprawdę te ostatnie równają do tych pierwszych…

  8. Pawel Krawczyk napisał/a:

    Nie chodzi mi o poziom obsługi wynikający z różnic np. w kompetencjach personelu tylko opisane powyżej nieodłączne elementy KAŻDEGO urzędu pocztowego – albumy ze znaczkami, wagi, zeszyty w kratkę itd.

    To po prostu nie może działać szybciej więc oczywiste jest, że ludzie pójdą tam gdzie można wysłać list bez wytargiwania znaczków, ważenia i wypełniania długopisem tabelek.

    Choćby te znaczki – ich znaczenie w samym procesie nadawania listu jest zerowe. Odbiorcy nie interesuje ile nadawca zapłacił za list. Fajnie, że tradycja, kultura i sztuka ale Poczta musi się zdecydować czy przede wszystkim zajmuje się promocją kultury i utrzymaniem skansenów czy jednak wysyłaniem listów.

    Operacja wytargiwania, namaczania i naklejania groszowych nominałów to czyste marnotrawstwo czasu, które pomnożone przez miliony listów nadawanych w urzędach (bez umów) składa się m.in. na coroczne straty Poczty.

    A klienci, którzy chcą po prostu wysłać list pójdą właśnie tam, gdzie usługodawca im to umożliwi bez ceremoniału związanego ze znaczkami.

  9. kolejny napisał/a:

    Niestety ludzie od ustalania procedór i regulaminów, instrukcji i innych tego typu rzeczy nie mają pojęcia o optymalizaji procesów. Na moje nieszczęście musze robić w miesiącu dwa przelewy. Pomijając kolejki raz większe,raz mniejsze, wcześniej (jeszcze nieco ponad miesiąc temu) wyglądało to tak, że pani z okienka wklepywała wszystko w komputer, podpis, stempelek, kasa i do widzenia, a teraz musi (tak powiedziała „musi”) jeszcze wpisywać jakiś suer długi numerek i wyrazik ident. Ale na co to mi i do czego to nie wiem. Sprawa kolejek to też po części wina samych klientów. Często widziałem jak odchodzi klientka do okienka prosi o druczek i nie odchodzi (swoje przecież odstała :) ) tylko go wypisuje mozolnie myląc sie ze 3 razy po drodze. A reszta czeka. Może poczta i w tym mogła by to ukrócić i zrobić tak jak w bankach gdzie nie ma konieczności wypisywania druczków tylko sa one drukowane z wypisanymi danymi i klient sie tylko tak podpisuje, i tak trzeba dane wprowadzić do komputera, a czas poświęcony na ręczne pisanie bezcenny. A na koniec do włodarzy pocztowych: procedury Panowie i Panie powinny być możliwie jak najbardziej płaskie, a u was, jak do tej pory wynika z moich obserwacji, są coraz dłuższe.

  10. Przemysław II napisał/a:

    Skoro tak wielu utyskuje na działalność Poczty Polskiej S. A. to proponuję poczekać do pełnego otwarcia rynku. Podejrzewam, że w momencie zmiany operatora publicznego, którym bedzie przez najblizsze 10 lat PP SA, dojdzie do masakry. Taki chwalony InPost na pewno nie będzie w stanie sprostać wymogom prawa chociażby w dziedzinie posiadania ponad 7000 placówek pocztowych na terenie CAŁEGO kraju. Wtedy dopiero zobaczymy jakie będą realne koszty nadania listów bez ograniczeń wagowych. Poczekamy.

  11. koralik napisał/a:

    Pozwolę sobie zacytować: „Na tym rynku Poczta musi, a reszta – może. Oczywiście, konkurencja drze szaty, bo trudniej będzie wyrywać tłuste, biznesowe kąski z tortu, pozostawiając Kowalskiego Poczcie.” I tu jest dla Poczty największe pole do popisu: tam, gdzie konkurencji się nie opłaci, to hołubić Kowalskiego, żeby czuł i wiedział, że jest dla Poczty ważny, żeby mu nigdy nie przyszło do głowy skorzystanie z usług „operatorów od płatów blachy przy kopercie”.

  12. Fafik napisał/a:

    Drodzy czytelnicy i drodzy pocztowcy
    Moim zdaniem poczta polska przede wszystkim musi się skupić na reorganizacji a nie jak to robi walce z operatorami prywatnymi. Konkurencja w usługach pocztowych w Polsce jest na dobre od czterech lat a poczta polska jak do tej pory nic nie zrobiła.

  13. Michał napisał/a:

    Jeśli chodzi o znaczki, wystarczyłoby żeby były nalepkami. W wielu innych krajach tak jest.
    Poza tym są też frankownice, masowi nadawcy nadają przesyłki niestemplowane.
    Na pewno jest wiele bezsensownych procedur. Taki list polecony. Ma swój indywidualny numer. I zamiast wklepać w komputer wszystkie dane tylko w miejscu nadania, a w kolejnych punktach weryfikować odczytując je po zeskanowaniu kodu kreskowego, to traci się czas na wpisywanie tych informacji w placówce z której list dostanie doręczony, a gdy jeszcze listonosz nikogo nie zastanie, to w urzędzie, który zostanie awizowany. Wystarczyło jedno „piknięcie” i sprawdzenie, czy wszystko się zgadza, a tak kilka razy wklepuje się to samo. Można by nakręcić film s-f jak to listonosz przychodzi z lekkim i poręcznym tabletem czy innym odpowiednim ustrojstwem, osoba obierająca potwierdza swoje dane i odbiór przesyłki dowodem osobistym z chipem zawierającym podpis elektroniczny. A gdy kogoś nie zastanie, to drukuje awizo i wrzuca do skrzynki. Mówię, że film s-f, bo w rzeczywistości PP nic nie wskazuje na to, żeby taki scenariusz na dzień dzisiejszy, jak i na wiele wiele wiele dni, miesięcy, lat, dekad… po nim następujących, był możliwy do zrealizowania.
    A przecież są takie możliwości techniczne na tym świecie. Ale PP widać jakoś nie ma do nich dostępu.
    Wiele jest rzeczy, które dzieją się na zapleczu, których nie widzą klienci, które można by uprościć, unowocześnić. Niestety, jeśli by pewne czynności zabierały mniej czasu, a innych już nie było, to do wykonania takiej pracy potrzeba by mniej ludzi. A to pociągnęłoby za sobą zwolnienia. A nikt pracy nie lubi tracić. Więc ten – dziwaczny miejscami – pocztowy wózek toczyć się będzie w takim, a nie innym kształcie, tak długo, jak to będzie tylko możliwe.

  14. Paweł napisał/a:

    Niestety takie zmiany muszą ciągnąć za sobą również zmiany mentalności ludzi. Idzie „nowe”, więc my się dostosowujemy.

    Inna sprawa jest taka, że pomysły często nie są konsultowane w miejscach gdzie potem będą wdrożone (i dzieje się tak w baaardzo wielu dużych firmach).